Ale On już nie przychodzi…

Przychodził niemal zawsze w sobotę lub niedzielę i generalnie wtedy, gdy nie mieliśmy czasu, by do niego wyjść. Słyszeliśmy alarmujący dzwonek domofonu przy furtce i doznawaliśmy rozczarowania, że to tylko On. To prawie zawsze mama wychodziła do Niego, a potem podawała w torebce foliowej trochę chleba, wędliny, jakieś jogurty… Tłumaczyła, że palenie szkodzi, rozmawiała… Zawsze przepraszał i dziękował. Nazywaliśmy go "Jej Kolegą". Gdy już od tej furtki odchodził, postanawiałam sobie, że następnym razem wyjdę z mamą, uśmiechnę się, może podam rękę… Pewnego dnia byłam w domu sama i usłyszałam ten dzwonek.
"Pani, bo ja już nie mam chleba…"
"Ale wie Pan… Ja jestem sama… Ja nie dam rady… Ja nie wiem… Przepraszam… Może przyjdzie Pan za godzinę?"
"Ale ja potem nie mogę… Może Pani…"
"Przepraszam Pana, ale nie."
Odłożyłam słuchawkę. Do tej pory tego żałuję. Choć nawet nie miał do mnie chyba żalu. Potem jeszcze przychodził i to zawsze wtedy, gdy to ja sama byłam w domu. Nie odważyłam się. W tym roku nie przychodzi. A choć życzę mu jak najlepiej, to mam nadzieję, że pewnego dnia zadzwoni do furtki i będę miała możliwość naprawić ten błąd.
Czasem rozmawiam o Nim z Bogiem i zastanawiam się, czy jeszcze żyje…
Za tydzień jest pierwszy Dzień Ubogich.
Ale On już nie przychodzi.

14 thoughts on “Ale On już nie przychodzi…

  1. Aż się popłakałam. Ale czasem tak jest że nieraz zrobi się coś czy powie czego się potem bardzo żałuje. I potem nie ma już możliwości tego naprawić. Cóż, pozostaje tylko modlitwa i prośba o wybaczenie. A dopuki żyjemy zawsze mamy szansę to choć w części naprawić choćby pomagając innym.

  2. Kiedyś dawno, dawno temu, słyszałem, że Bóg stawia na naszej drodze przypadkowych ludzi, którzy kiedyś będą być może mieli wielkie znaczenie w naszym życiu. Ty najwyraźniej z premedytacją to przegapiłaś. To jest tak, jak z tym powiedzeniem, że: "do trzech razy sztuka". Ludzie którzy czują się odrzuceni, nie wracają. Chrześcijanie powiedzieliby, że to była próba jakiej poddał cię Bóg, a ty? no cóż koncertowo ją oblałaś. "Głodnych nakarmić, spragnionych napoić". Tym czasem ty, powiedziałaś: "nie"! Myślę, że są dwie opcje: pierwsza bardzo prawdopodobna, że ten człowiek już nie przyjdzie i druga, poszukać go, a może teraz puka do innych drzwi?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *