Cisza

Ja znam znaczenie ciszy. Tej, ktora wisi w powietrzu jak noż, zwrocony ostrzem wprost w tego, kto przechodzi.
Wbija się w serce i tam już pozostaje. Wisi w powietrzu chmurą niewypowiedzianych żali, skarg i zarzutow,
nomen omen głupich i błędnych, ale kogo to obchodzi? Jest obecna jak nadmiar szkodliwego gazu, tylko
akurat w tym przypadku wolałoby się, żeby ktoś wreszcie rzucił tę iskrę, podpalił tę zapałkę, niech wreszcie
wybuchnie! Niech coś się stanie! I jedna, jedyna osoba może sprawić, że kilkanaście innych jest sparaliżowanych
strachem i dołem ku jej własnej satysfakcji. Ona napawa się tą ciszą i cieszy się z wpływu, jaki ta cisza
wywiera, jak jakiś potwor ze Sci-Fi, ktory żywi się strachem i energią ofiar, ktore wcześniej paraliżuje,
jak ośmiornica. I nienawidzisz tej osoby, choćby była ci zawsze najbliższa. Dlatego krzyczę podświadomie:
"Mowmy do siebie! Rozmawiajmy! Wyjaśniajmy problemy! Niech już nie wiszą!"

11 thoughts on “Cisza

  1. Julitko, mam zawsze na twoim blogu problem z napisaniem konstruktywnego komentarza.
    Albo, inaczej, nie tyle z napisaniem, co ze sformułowaniem.
    Masz bardzo ładny styl pisania, ale poruszasz tematy po prostu trudne.
    Ale, niestety, prawdziwe.
    Kwestia, o której tu piszesz…
    Chyba każdy się z nią zetknął niestety.
    Ale nie znam na ną rady.
    Nie rozumiem, czemu ludzie, na przykład jak ich się urazi, nawet niecelowo, nie potrafią o tym często powiedzieć.
    Sam jestem osobą która stara się mówić od razu, jak jej się coś nie podoba w czyimś zachowaniu.
    Może nie jest to rozwiązanie idealne, ale lepsze moim zdaniem od jakiegoś obrażenia się i stwierdzenia,
    że nie odzywamy się, a w powietrzu wisi wrogość.
    Bo takie coś niestety potrafi zepsuć wszystko, nie tylko kontakty z tą jedną osobą, ale często cały dzień
    albo i więcej.
    Nie rozumiem, czemu ludzie nie potrafią czasem rozmawiać. 🙁

  2. Ja też staram się o wszystkich urazach mówić od razu, chociaż przyznaję, że w pewnym sensie musiałam
    się tego nauczyć, bo czasem przemilczanie bywa łatwiejsze niż mówienie wprost.

  3. Dawid, nie ukrywam, że taki jest mój cel, więc na tym blogu spodziewajcie się Kochani głównie tego typu
    wpisów. Nie mówię, że aż tak smutnych, ale… w tym stylu. 🙂

  4. Należy rozmawiać. Ale tego trzeba się nauczyć. Nie jestem pewien czy się tego nauczyłem. Bo jednocześnie jestem w stanie długo znosić daną rzecz. Ale to bardziej problem z asortywnością.

  5. I znowu chyba wszystko, co było do napisania, zostało napisane. Bardzo ciekawy tekst, skłaniający do refleksji, a poza wszystkim bardzo mi się podoba od strony literackiej.
    Zgadzam się, że najgorsze jest przemilczanie problemów. To błędna praktyka, która może zrujnować każdą relację. Tym czasem jedną z ról osób nam bliskich jest zwracanie nam uwagi na to, co powinniśmy zmienić w swoim charakterze. W przeciwnym razie, niewypowiedziane żae sprawiają, że ludzie się od siebie oddalają i mogą doprowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której dana relacja się rozpada, a jedna ze stron nie bardzo wie, dlaczego tak się dzieje.
    Jeśli ktoś oczekuje od nas zmian, musi to komunikować. Inaczej relacje interpersonalne się sypią, a ich strony nie mają nawet czasem szans wyciągnąć wniosków z tego doświadczenia. No ale tak, jak zostało powiedziane, żeby otwarcie mówić o pewnych problemach, trzeba być asertywnym, a nie wszyscy to potrafią. Ja na przykład mam wątpliwości, czy taki jestem, bo niekiedy boję się kogoś urazić, zwłaszcza, gdy w jakimś stopniu mi na danej osobie zależy.

  6. Hm. Tak, jak mówicie. Mówić trzeba umieć! Ja należe raczej do tych, którzy innym uwagę zwrócą, delikatnie, okrężnie, bo okrężnie, ale jednak. Zaś w momencie, kiedy ja mam problem, raczej zamykam się w sobie i nie robię nic, poza wewnętrznym myśleniem.

  7. Dobrze napisane, ale czy ty postępujesz wedle tego co napisałaś? czy rozmawiasz? Czy tylko krytykujesz?Na ile ważne dla ciebie jest zdanie innych, nawet wtedy, kiedy jest ono sprzeczne z twoim?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *