Dawno się tu nic nie pojawiało.
Nie miałam jakoś czasu a i nic godnego uwagi nie wpadało mi do głowy.
Ostatnio jakoś temat zszedł w rozmowie na Kaczmarskiego i przypomniał mi się utwór, który w tej kategorii powinien znaleźć się już dawno.
Wszystko zaczęło się od tego, że pewna osoba Kaczmarskiego mi pokazała. Pokazała na nowo, choć o tym nie wie.
Nauczyłam się szukać optymizmu w tych utworach, co moim zdaniem nie jest łatwe. 🙂
Potem pojechałam na Zobaczyć Morze. Tam, na jednym z wieczorków przy gitarze przed mesą na Kapitanie Borhardcie, usłyszałam piosenkę, która zapadła mi w pamięć, bo użyto do niej tylko jednego akordu. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie usłużny Youtube ujawnił mi, czyj to utwór… Potem poszło lawinowo! Dużo się z tych piosenek nauczyłam, dużo mi dały, ale ta zawsze pozostanie pierwsza, bo… prawie była pierwsza! Ach, no i jest to jeden z tych nielicznych utworów, w których ten optymizm jest w miarę, podkreślam – w miarę widoczny! 🙂 Dziękuję!
A skąd ja właściwie pochodzę?
Niestety mieszkańcy mojego miasteczka raczej go nie szanują. Mam wrażenie, że gdyby oni bardziej je szanowali, to i władza i sąsiedztwo większego miasta nic by nie dały. Czasem jednak przychodzi taki moment, że chce się pokazać, czym to miasto jest.
To jest jego hymn właśnie.
I tak, wiem, że nie opowiada o samym mieście, ale miły jest tak czy siak.
George Baker (Selection), „Una Paloma Blanca”
Na szybko wrzucam tutaj popełnione wczoraj tłumaczenie. Robiłam je pośpiesznie, jest praktycznie bez poprawek – taka wersja beta, ale już nie mam czasu jej teraz poprawiać.
Utwór pewnie wszystkim znany, więc z braku czasu nie wrzucę teraz linka.
Enjoy!
Kiedy słońce szczyt oświeca,
Kiedy noc odchodzi już,
Wstaje dzień,
Ja w górę lecę,
Słońce czeka mnie tuż tuż.
Czuję jego miłe ciepło,
Wdycham siana cudną woń
Słyszę mego Boga-Ojca
Złotym traktem zdążam doń.
Una Paloma Blanca.
Jestem jak na niebie ptak,
Una Paloma Blanca,
Pode mną z gór szczytów trakt
Tego co mam, nie zabierze świat.
Chciano skuć mnie łańcuchami,
Ach, pamiętam tamten czas,
Chciano pewność moją zabić
Mój wewnętrzny zgasić blask.
Una Paloma Blanca.
Jestem jak na niebie ptak,
Una Paloma Blanca,
Pode mną z gór szczytów trakt
Tego co mam, nie zabierze świat.
(powtórka pierwszej zwrotki i refrenu)
A tu oryginał:
When the Sun shines on the mountain
And the night is on the run
It's a new day
It's a new way
And I fly up to the sun
I can feel the morning sunlight
I can smell the new-mown hay
I can hear God's voice is calling
For my golden sky light way
Una paloma blanca
I'm just a bird in the sky
Una paloma blanca
Over the mountains I fly
No one can take my freedom away
Once I had my share of losing
for they locked me on a chain
Yes they tried to break my power
oh I still can feel the pain
Una paloma blanca
I'm just a bird in the sky
Una paloma blanca
Over the mountains I fly
No one can take my freedom away
When the Sun shines on the mountain
And the night is on the run
It's a new day
It's a new way
And I fly up to the Sun
Una paloma blanca
I'm just a bird in the sky
Una paloma blanca
Over the mountains I fly
No one can take my freedom away
18
"— Nie ma czasu na gniew! Nie pora na nienawiść, nie pora!"
(F. H. Burnett, "Kraina Błękitnych Kwiatów")
17
"- A dziś rano, to znaczy o czternastej – ciągnął Irek – oglądałem program o nas,
młodych ludziach. Dowiedziałem się bardzo interesujących rzeczy. Na przykład
tego, jacy jesteśmy. My, pokolenie urodzone w okolicach stanu wojennego.
– Jacy? – zapytała Maria, rocznik osiemdziesiąt dwa.
– Redaktor prowadząca powiedziała, że rośnie pokolenie zorientowanych na
konsumpcję egoistów, którzy boją się prawdziwych więzi.
– Boże, to my? – przeraziła się Milena.
– No, niestety – potwierdził Irek. – A jeden profesor psychologii stosowanej
dodał, że jesteśmy samotnikami bezwzględnie dążącymi do celu. I jeśli już o
czymś myślimy, to wyłącznie o sukcesach materialnych. Poza tym żyjemy chwilą,
nie potrafimy planować.
– A co można planować w kraju, w którym żadne wykształcenie, zdolności ani
ciężka praca nie gwarantują minimum socjalnego – obruszył się Trawka, masując
sobie obolałe skronie.
– Tego problemu akurat nie poruszali. Za to inny profesor, chyba socjolog,
dorzucił smutnym głosem, że na starość czeka nas towarzystwo androidów, bo nikt
żywy z nami nie wytrzyma.
– Jednym słowem, pokolenie potworów – podsumowała Milka. – No i jak się czujecie,
potwory?"
(Izabela Sowa, "Cierpkość Wiśni"
16
"- Myślicie, że nasz świat jest bardziej stabilny niż to akwarium? – roześmiał
się Rysiek.
– Nie strasz młodzieży, wystarczy to, co słyszy o sobie w telewizji! – huknęła
mama.
– No właśnie – przytaknęłam. – Wszyscy traktują nas jak szarańczę.
– Albo grzybicę paznokci – dodał tato. – A to przecież nie wasza wina, że
dwadzieścia lat temu ludziom często wyłączano prąd. Naprodukowali dzieciaków i
teraz krzyczą, że idzie fala. Że zagrożenie dla rynku pracy.
– Szkoda gadać – westchnęła mama Milki. – Lepiej zmieńmy temat, bo mi się
otwierają wszystkie noże w kieszeni!"
(Izabela Sowa, "Cierpkość Wiśni"
15
"- Słabeusza? Tak pogardliwie? Słabszy nie znaczy przecież: gorszy.
– Słabszy nie znaczy może: gorszy, ale na pewno znaczy: słabszy
– powiedziała Bella z uporem.
– Słabszy to może tylko ten, kto bardziej potrzebuje miłości.
– Albo ten, któremu się nie chce wziąć w garść – dorzuciła
Bella przekornie. – Zasłania się tą swoją słabością, robi sobie z tej słabości
broń.
– Nie jest tak, że świat jest tylko dla silnych, bo słabi w nim przeszkadzają.
Świat tak samo do słabych należy, jak do silnych. A może to właśnie słabość jest
ważniejsza?
– Ważniejsza?…
– Może ludzie słabi mają za zadanie nauczyć czegoś tych mocnych. Silni często
bywają pyszni. A wiesz, jak to jest z pychą: to okropne
więzienie. Człowiek pyszny potrzebuje czegoś, co go otworzy, uwolni, pozwoli
kochać.
– Bardzo interesująca teoria – zadrwiła Bella. – Ludzie słabi • vn lekarstwo na
pychę. Ciekawa jestem, co oni na to. Można by myśleć, że siła jest czymś złym
dla człowieka.
– Siła – rzekł tata – może mieć wiele odmian. Dobroć też jest siłą chociaż tak
często wygląda na słabość."
(Małgorzata Musierowicz, "Córka Robrojka"
*Przepraszam za jakość tekstu.*
Mireille Mathieu, „Santa Maria de la mer „
Ostatnio zachwyciła mnie ta piosenka – jej melodia i tekst, któremu przysłuchałam się po raz pierwszy aż tak dokładnie.
Wcześniej czasem zdarzało się, że słyszałam ten utwór w radio, jednak dopiero teraz dostrzegłam jego urok i przeanalizowałam tak dogłębnie.
Posłuchać możecie jej tutaj:
Poniżej wklejam jego polskie tłumaczenie, zrobione dzisiaj przeze mnie. Nie jest idealne, ale chyba jednak lepsze niż to zaproponowane przez Tekstowo lub oficjalna wersja przeznaczona do śpiewania, gdyż ta niedokładnie oddaje sens oryginału.
W morze patrzy figura jej, w burzliwe fale,
Pod kopułą niebieską, gdzie zima nie gości
Czułe serce, przy którym śpi dzieciątko małe
Słucha modłów wieśniaków, tak pełne miłości
Ref.
Ześlij deszcze na gleby
Santa Maria
Niech się łan złoci przenny
Niech kwiatem mai się świat
Ochroń, kogo strzeżemy
Santa Maria
Duszom blask daj promienny
Sercom uśmiech daj
W oczach jej obietnicy blask, z nich miłość bije.
Kiedy ranisz, ja patrząc w nie, oń modlę się
W matce co tuli dzieciątko swe, historia żyje.
Ta ze wszystkich najświętrza, wiary uczyć nas chce.
Ref.
Ześlij deszcze na gleby
Santa Maria
Niech się łan złoci przenny
Niech kwiatem mai się świat
Ochroń, kogo strzeżemy
Santa Maria
Duszom blask daj promienny
Sercom uśmiech daj
Morze, ale od strony brzegu :)
Ten nowy system jest spoko, bo…
…mój blog nagle znalazł się na szczycie Najczęściej komentowanych! Przyznaję, zaskoczyło mnie to niezmiernie, ale… miło, w każdym razie!
Tak, lubię ten nowy system! Tak, pajper, tak może zostać! 😉
—-
Edit: Tzn… był, przez całe 3 sekundy. Już mniej go lubię! ;(