Zastanawiałam się nad tytułem tego wpisu, ale jakoś mi nic fajnego do głowy nie przychodzi.
Gdy pierwszy raz poznałam ten utwór, przyrównałam go do Bochemian Rabsody. Coś w tym jest. 🙂
25
"I cóż było począć? Po tych słowach histeria mogła już tylko zakasać rękawy i z werwą rozpocząć prezentację swych możliwości. A siła niższa rozsiadła się w pierwszym rzędzie i wtranżalając popcorn, szlochała ze szczęścia."
(M. Kisiel, "Dożywocie, t. 2: Siła niższa")
Zadanie trzecie: 3 cholerne plusy
Kochani, ja wiem, że wyzwanie ma 6 dni opóźnienia, przepraszam…
Dół, chandra i hormony wjechały na pełnej, druga faza mnie niestety nie oszczędza, w związku z powyższym nie chce mi się oddychać, nie mówiąc o rzeczach tak mało, że tak powiem, koniecznych, jak wyzwania.
W związku z powyższym moja lista zadań ulega aktualizacji.
Zadanie na ten miesiąc:
Każdego dnia znajdujemy rankiem 3 rzeczy, na które cieszymy się lub mamy nadzieję każdego dnia i wieczorem – 5 takich, które danego dnia były pozytywne.
Przekrój, rzekłabym, dowolny, od smacznej zupy na obiad poprzez fakt, że w ogóle się wstało z łóżka.
Wszystko to zapisujemy, żeby pozostawić trwały ślad, ale po zapisaniu możemy skasować. 🙂 Codzi o to, żeby nie tylko abstrakcyjnie myśleć o tym, ale też i to zapisać. Każdy zapisek musi liczyć 2 zdania, w pierwszym piszemy sam fakt, w drugim – jakiś krótki komentarz, byle pozytywny.
Do dzieła, rodacy, a ja idę się dołować. :p
Znalazłam o takie coś na dysku, nie wiem, skąd się wzięło, no więc… :)
Oliwia z westchnieniem podniosła się z Ziemi. Pierścionka już chyba teraz nie odnajdzie, więc najwyższy czas spakować plecak albo raczej sprawdzić, czy jednak niczego nie zapomniała. Włożyła dłoń do przestronnej kieszeni.
– Laptop, monitor, książka… A gdzie ta książka? – Dłonie zatoczyły koło po podłodze. – Gdzieś ją tu widziała. Po chwili palce popchnęły chłodny krążek, którego wcześniej szukała. Odleciał kawałek, ale złapała go szybko i wsunęła na palec.
– Piękny. – Mówiono jej. – Piętnastokaratowe złoto, wspaniale z nim wyglądasz…
Możliwe, ale dla niej miał raczej wartość sentymentalną. Babcia dała jej go na piętnaste urodziny.
– Piętnastokaratowe złoto dla mojej piętnastolatki. – Powiedziała z uśmiechem przez łzy. Oliwia zasmuciła się, jak zawsze, gdy wspominała o babci. Babcia zmarła kilka miesięcy temu. Zaledwie rok po tym, gdy nastała nowa era w jej życiu.
"I stanowczo zbyt wiele lat za wcześnie…", pomyślała dziewczyna. Książka, której szukała, odnalazła się na łóżku. Skąd się tam wzięła, nie wiadomo – pewnie mama podniosła ją z podłogi i położyła tam, gdy Oliwia jadła śniadanie. Mogła chociaż powiedzieć… Dziewczyna zarzuciła plecak na plecy, a potem uwolniła z gumki gładkie rurki, które tylko czekały, by się połączyć.
Oliwia – długie, jasne włosy, dość wypukłe czoło, duże jasne oczy o długich rzęsach, szerokie usta i zadarty nos. tak przynajmniej mówiono. I dość mizerny wzrost, wynoszący całe 150 cm.
– Ile to będzie dm? – Zastanowiła się. – Ach, nieważne… Matma uderza mi do łba…
Otworzyła dżwi, kontrolnie sprawdziła, czy ktoś jej nie zapalił światła (oczywiście, było zapalone, więc zgasiła jej z westchnieniem) i, trzymając się poręczy, zeszła po schodach. Ostatnio liczyła je codziennie – równo 15. Tej poręczy mogłaby już się nie trzymać, ale robiła to z przyzwyczajenia, a może wciąż ze strachu…
Wyjście przed dom, w ciepły poranek. No tak, marzec, 15 stopni, niedługo będzie można zdjąć kurtkę… Kilka kroków w przód i odnalazła dżwi samochodu taty. Gdy wyjeżdżali za bramę, z rozbawieniem pomyślała, że niedługo zaczną kwitnąć kwiaty, po których nazwę nosiła ich ulica. Oliwia mieszkała na Konwaliowej 15 i uwielbiała tę ulicę tak, jak uwielbiała te świeżo pachnące, delikatne kwiatki.
Wyciągnęła z plecaka laptop, bo trzeba było jeszcze powtórzyć tę głupią matmę. 15 cali to dość duży format, ale na ultrabooka nie było ich na razie stać, z resztą ten komputer miała jeszcze wcześniej, bo dostała go, gdy poszła do gimnazjum. A wtedy miał służyć trochę do czego innego…
Westchnęła. Mat-Fiz to chyba nie był dobry pomysł, a początki w nowej szkole są zawsze ciężkie.
– Kiedy ten sprawdzian? – Spytał tata, odwracając w jej stronę głowę.
– Za dwa dni. Kurde, ja nie dam rady…
– Pewnie, że dasz, Lili, tylko musisz wziąć się w garść i wreszcie w siebie uwierzyć. Weź pod uwagę, że pare tysięcy pierwszaków boryka się z podobnymi problemami.
– Tato, przecież Ty dobrze wiesz, że ja nie jestem jedną z tych paru tysięcy.
– Wiem. – Odpowiedział po sekundzie wahania. – Tak, jesteś od nich inna, o czym dobrze wiesz. Nie będę Cię przecież oszukiwać. Problem w tym, że widzisz tylko minusy tej sytuacji, a nie dostrzegasz jej plusów. Lili, przecież masz też nas, nie jesteś z tym sama…
Wiedziała, że to prawda. Przymknęła oczy. Zmieniło się dużo, ale nie to. Dopiero teraz się o tym przekonała.
Lubiła, gdy mówiono na nią "Lili". Rodziło to w niej jakieś dziwne ciepło. Oliwia – wdzięczne, mocne imię, zaczynające się dokładnie na piętnastą literę alfabetu łacińskiego.
"Dużo jakoś tych piętnastek ostatnio…" – pomyślała z rozbawieniem.
– Dojeżdżamy. – Poinformował tata. – Dasz sobie radę?
– Tak. – odparła, jak robiła to od kilkunastu dni.
Otworzyć dżwi, uchwycić mocniej gładki kij, wysunąć go przed siebie, wysłuchać dźwięków otoczenia…
– Pa. – Rzuciła, zamykając dżwi.
Kilka niepewnych kroków, a potem już łatwiej – w stronę otwartych dżwi. Nagle uczuła dotyk na ramieniu. Uśmiechnęła się.
– Witaj! – Szept przy uchu.
– Co tu robisz tak wcześnie?
– Miałem trochę czasu, więc przyszedłem.
– Tak, a potem narzekasz, że kimasz na matmie!
– E tam, no i co z tego?
Poszła już pewniej, ufna jego mocnemu ramieniu.
Nagle, wraz z wiosennym wiatrem, owiały ją wspomnienia.
***
Trzask. Ból. Krzyk. Ciemność. Pustka. Cisza. Nicość. Dźwięki, które powracają powoli, jakby wynurzała się na powierzchnię wody.
– O Boże, budzi się… O Boże!
– Ma…ma?
– Jestem, Skarbie mój, jestem…
– Gdzie? Gdzie jesteś? Ciemno…
Zapadła głucha cisza.
***
Następnych paru miesięcy nie pamiętała.
***
Gdzie ta durna komórka? Ręce haotycznie przeszukują przestrzeń blatu biórka. Jest!
Palce bezmyślnie szurają po gładkim ekranie… Cholera jasna, jaki to był gest?
– Lili? Lili, to ty? Lili, mogłabyś się nie rozłączać, jak dzwonię? Mogłabyś mnie nie blokować? Dzwonię już z piątego numeru, nie rób mi tego znowu!
– Czego chcesz?
– Czego? No nie wiem, Mała, może ja tu umieram ze strachu? Może dostaję kręćka, bo nie wiem, co z Tobą się właściwie dzieje?
– Tak? Nie wiesz? Nie dotarło do Ciebie? Myślałam, że to najgorętrza plotka w mieście! Odpieprz się, spadaj!
– Lili! Oliwia!
Krzyk zaświdrował w ucho tak, że musiała odsunąć słuchawkę od ucha. Zdziwiła ją nagła zmiana tonu jego głosu.
– Lili, czy naprawdę chciałabyś, żebym się odwalił? Bo jeżeli tak, to jesteś skazana na porażkę. Nie wygrasz, Kwiatuszku. Nie zrezygnuję z Ciebie.
Zadanie drugie: Robimy listę zadań +motywacyjna grupa :)
Drodzy,
Nasze picie wody powoli zyskuje na, że tak powiem, ostrości i płynności, a przynajmniej taką mam nadzieję. Czujemy się lepiej i już nam się niedobrze nie robi od wypitych płynów. Pijemy często, małymi łyczkami, a soczki zamieniliśmy na wodę lub zieloną herbatkę. Praaawdaaa? 😀
Należy więc pójść o krok dalej.
Gdy wieczorem kładziemy się spać, czujemy się przytłoczeni ilością rzeczy, których nie zrobiliśmy. Jest tego zdecydowanie za dużo, przecież nikt tego ogarnąć nie może. Nasze życie to mały haos. Co z tego, że nie zawsze to czujemy?
Albo jest wręcz przeciwnie: Kładziemy się spać z myślą, że właściwie nic produktywnego nie zrobiliśmy. Jest nudno. Bez sensu. Bezproduktywnie. Wstajemy następnego dnia rano i właściwie nie wiemy, co mamy w życiu robić. Snujemy się w piżamie do 12:00, bo w sumie po co się przebierać?
Budzimy się o 16:00, bo przecież po co wstawać?
A może czas to zmienić?
##Zadanie na ten miesiąc: Robimy listę zadań na następny dzień
* 1. Określamy z dokładnością do kilku minut porę, o której wieczorem siadamy i spisujemy zadania na jutro
Może to być po umyciu zębów, po przebraniu się w piżamkę, tuż po kolacji, albo wręcz w łóżku. Wyznaczamy sobie 5 do 15 minut tylko i wyłącznie na to, najlepiej z zegarkową, a przynajmniej z nawykową dokładnością.
* 2. Spisujemy sobie wszystko to, co musimy i chcemy wykonać następnego dnia
Możemy robić to w aplikacji na telefonie lub na kartce.
IPhonowska aplikacja "Przypomnienia" ma naprawdę wiele wad, ale jedną zaletę – jeżeli nie wykonasz czegoś dziś, automatycznie przechodzi to na jutro, więc wpisywanie raz jeszcze masz z głowy.
* 3. Przyporządkowujemy każdemu zadaniu godzinę jego rozpoczęcia i, mniej więcej, zakończenia
Tzn. jeżeli decydujemy się "pouczyć matmy", zastanawiamy się, ile czasu musimy na tę matmę poświęcić. Zakładając, że to jest godzina, wyznaczamy sobie godzinę, przygotowujemy sobie minutnik, odpalamy go i uczymy się godzinę. Potem przestajemy. Koniec nauki po godzinie.
UWAGA! Jeszcze lepszym nawykiem jest wyznaczanie nie tyle czasu, który mamy poświęcić, co konkretnego celu, czyli nie tyle uczenia się matmy przez godzinę, co raczej wykucia rozdziału siódmego lub zrobienia do niego 33 zadań. Jest to o wiele bardziej skuteczne, jednak na początek może okazać się demotywujące, bo może nam to zająć więcej czasu, niż teoretycznie myśleliśmy.
Jeżeli jesteśmy fajni, wybieramy więc tę drugą metodę, a jeżeli chcemy zacząć spokojnie – pierwszą.
Możemy zawsze założyć sobie większy zapas czasu i skorzystać z jego nadmiaru na wykonanie zadań dodatkowych, czego nie radzę, lub sensowny odpoczynek, co zalecam.
* 4. Spisujemy WSZYSTKIE zadania
Odebranie dziecka z przedszkola, przygotowanie obiadu na następny dzień, obmyślenie kolacji , posprzątanie jednej szuflady w pokoju – to wszystko musi znaleźć się na liście. Jeżeli nie umiemy przyporządkować ilości potrzebnego czasu, nie robimy tego, wykonując zadanie gdzieś pomiędzy innymi, oczywiście po zerknięciu na listę.
Jeżeli dziecko z przedszkola odbieramy codziennie, to po prostu wpisujemy zadanie z zapasem. 😀
* 5. Zadania nadmiarowe, dodatkowe, wykonujemy DOPIERO PO wykonaniu WSZYSTKICH z listy
Nie zaplanowałeś sobie czegoś ważnego na następny dzień i przypomniało Ci się dopiero rano?
Trudno, najpierw musisz wykonać zadania, które spisałeś. To dodatkowe może uda się wcisnąć w przerwę, a przy następnym planowaniu będziesz wiedzieć, żeby wszystko spisać, jak należy.
* 6. Wykonujemy WSZYSTKIE zadania z listy
Zaplanowałeś sobie za dużo? Cóż, staraj się wykonać wszystko, a jeżeli naprawdę, naprawdę Ci się nie udaje, to spróbuj zadanie przełożyć na dzień następny, a planując go, weź pod uwagę, że musisz sobie wyznaczać mniej zadań lub więcej czasu na nie.
* 7. Planujemy przynajmniej kilkadziesiąt minut odpoczynku
Idealnie byłoby, gdyby była to co najmniej godzina, najlepiej bez elektroniki, ale o tym później.
Na razie zaplanuj sobie na swojej liście odpoczynek. Co najmniej tyle i tyle odpoczynku. Stwierdź "Ja teraz odpoczywam". Zero nagłego "O Boże, jeszcze metrologia stosowana na jutro!". Nie, Ty teraz odpoczywasz!
* 8. Gdy tylko nam się coś przypomni, nawet coś na przyszły piątek, wpisujemy na listę
Nie mówię tu o planowanych spotkaniach, chociaż te na liście też trzeba odchaczać, ale np. przychodzi Ci do głowy, że musisz wreszcie posprzątać szafę w hallu, a ciągle nie ma na to czasu. Robisz więc kalkulację, którego dnia masz go najwięcej w swoim ogólnym grafiku i właśnie na ten dzień wpisujesz sobie zadanie. Jeżeli na dzień przed stwierdzisz, że jednak bieżących zadań jest za dużo, zawsze możesz je przełożyć.
* 9. Konsekwentnie pilnujemy listy i obserwujemy ją
Wcześniej już wspomniałam coś niecoś o tym. Wszystko polega na obserwacji – jeżeli dałeś sobie zbyt mało zadań na następny dzień, możesz zaplanować ich więcej przy kolejnym planowaniu. Jeżeli jest ich za dużo, zredukuj je. Jeśli nie wyrabiasz z czasem, daj go sobie więcej. I odpoczywaj!
Powodzenia!
PS. Niedawno założyłam grupę motywacyjną, której każdy wątek na forum jest przyporządkowany kolejnemu zadaniu; jeżeli masz ochotę, dołącz do niej i dziel się spostrzeżeniami i wynikami.
2. U. Eco, „Imię Róży”
Powiedzieć, że zabierałam się do tej pozycji długo, to powiedzieć mało.
Ale jak już się zabrałam, to i skończyłam szybko. 🙂
No dobra, pominęłam fragment, w którym wszyscy rzucają się na siebie z pazurami, jakichś 70 stron. No przepraszam… W sumie było ich chyba 500, więc rozgrzeszcie… I ja to doczytam do końca, naprawdę! 😀
Pamiętam fragment czytany na języku polskim. Piękny, podniosły, ale zupełnie nie oddający głównego motywu tej książki.
Bo to, że na motywach opactwa, debat i wojen religijnych, w czasie, gdy to Kościół był Panem i Władcą świata, zrobiono prawdziwy kryminał, to pomysł ciekawy i niecodzienny.
Czytałam kilka tekstów Eco i mało co z nich zrozumiałam, tak były filozoficznie zawikłane. Poczytajcie "Historię Piękna", to zrozumiecie. 😀
Tymczasem sama akcja była po prostu ciekawa.
Jak to ja, do ostatniej chwili nie byłam pewna w stu procentach, kto właściwie zabił. Ba – nie zabił, tylko sukcesywnie zabijał. I to jak perfidnie… Kto był dobry? Kto właściwie był zły?
Cóż, mogę jedynie zdradzić, że niewidomi nie są w ciemię bici i nie tacy z nich niedołędzy, jak by się mogło wydawać!
Ogółem polecam do przeczytania, także ateistom, ponieważ poruszanych jest wiele istotnych motywów i zadawanych jest wiele pytań, na które to my, czytelnicy, musimy znaleźć odpowiedzi.
Jak tam nasze zadanie?
Z góry uprzedzam, że optymistycznie raczej nie będzie.
Bo u mnie idzie bardzo kiepsko. 😀
Miałam nadzieję, że kolektywne picie razem wody pomoże mi zmusić się do jej regularnego łykania, a tu klops; czasem sobie przypomnę, że przecież trzeba, że zdrowo itp i wtedy wypijam pół litra na raz, ale częściej jest tak, że nawet mimo wyraźnego pragnienia nie chce mi się napełnić butelki lub zrobić herbaty, co oczywiście odbija się na moim zdrowiu i wiem o tym.
Kto wie, może jednak ta motywacyjna konwersacja by mimo wszystko pomogła?
A jak tam u Was? Pijecie, czy nawalacie? 🙂
„Ciemna Nocy Niepojęta”, czyli mój wkład w „Ścieżkę do Betlejem” :)
Co tu dużo kryć, jestem dumna, że mogłam zaśpiewać tę piosenkę. To, że jednocześnie ma się władzę nad całą grupą instrumentów, a z drugiej strony trzeba na wszystkich polegać i to bardzo, jest niesamowite. Dziękuję Darii Barszczyk (Everlasting dream) za zrobienie uberhiper masażu, przez który ten wykon, choć przesterowany i z pogłosem, jest moim najlepszym. 🙂
Zapomniana perełka <3
Pamiętam wieczór, w którym jako mała dziewczynka usłyszałam tę piosenkę w nienawidzonej przez ogół społeczeństwa rozgłośni. Chwytliwa melodyjka, śpiewana przez dziecięce głosy, wbiła się w mózg i już została. Po latach dopiero zdecydowałam się odszukać tę piosenkę i wreszcie dowiedzieć się, jak brzmiała naprawdę.
To, co odkryłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania!
Niniejszym oficjalnie wnoszę o uczynienie tej piosenki hymnem stworzenia ogółem. Jest to najpiękniejsza modlitwa, jaką tylko można sobie wyobrazić. Bez tego obrzydliwego patosu, którego coraz bardziej nieznoszę, bez martyrologii aż nad miarę, bez martyrologii zabijającej wszystko inne, emanująca spokojną codziennością.
No cóż to za skarb, i czemuż, ach, czemuż, do tego stopnia zapomniany? Kto do tego dopuścił?!!!
Rozmowy z Bogiem: Małe sprawy
Na pewnej grupie okołokatolickiej wyrosła swego czasu dyskusja, czy Boga można prosić o małe sprawy. Takie codzienne, zwykłe, w stylu "Boże, żeby mi się dzisiaj udało spotkanie.". Większość przyznała się, że o takie sprawy Boga prosi, ale było też kilka osób, które stanowczo stwierdziły, że Stwórcy o takie rzeczy prosić nie śmieją. Bo się nie godzi. Nie wypada. To przecież sam Bóg Wszechmogący.
I zastanawiam się, dlaczego.
Od samego początku Jezus mówił nam, byśmy do Boga zwracali się "Ojcze". Uwaga, uwaga, zonk, nawet nie "Ojcze", tylko "Tato, Tatusiu". Bo z tego, co czytałam, określenie w j. orginalnym to właśnie oznacza. Skoro mamy mówić do Boga "Tato", a przynajmniej "Ojcze", to niby dlaczego nie możemy spytać go, gdzie się podziały nasze skarpetki? 😀
Wydaje mi się, że dużo zależy od tego, jaką relację mieliśmy z ojcem. Tym ziemskim. Pewna siostra zakonna powiedziała kiedyś, że relacja z oboma ojcami jest podobna. Wtedy wydawało mi się to prawie absurdalne, ale teraz, z perspektywy czasu, przyznaję jej rację do pewnego stopnia.
Więc wydaje mi się, że jak się miało fajną relację z ojcem, to ta z Bogiem jest też ciepla, podobna, traktujemy go jak własnego ojca, poniekąd, ze wszystkimi tego konsekwencjami, tymi złymi też A jak niefajną, to są dwa scenariusze – Pierwszy to ostra nienawiść, drugi – kompensowanie roli ojca. Ten drugi tym bardziej skłania do proszenia o małe sprawy i rozmawiania o wszystkim.
Ja się tam nie waham, chociaż nie sprawdził się żaden z negatywnych scenariuszy.