Ostatnio charakter moich rozmów z Bogiem zmienił się. Zdaje mi się, że zmieniliśmy się oboje, choć to oczywiście nieprawda, choć to tylko ja się zmieniłam.
Zmieniła mnie ludzka zawiść, zazdrość, pogarda, chęć zemsty, jad w ludzkich słowach i czynach…
Wciąż staram się iść z głową podniesioną i nieść swoją lampę, oświecając tym drogę ludziom przed sobą, ale jest to, zdaje się, coraz trudniejsze.
Czasem więc podnoszę głowę i, patrząc Ojcu w oczy, zadaję tylko jedno pytanie: "Jak Ty to robisz"?
Bo skoro tak trudno jest znieść jednego, dwóch, trzech bliźnich, to jak można znieść siedem miliardów Twoich własnych stworzeń, które mają Cię w dupie?
Miesiąc: czerwiec 2019
Sezon uważam za otwarty, albo nie dopełniłam rytułału!
Jedna z ostatnich sobót czerwca, wypadająca w okolicach początku kalendarzowego lata.
Wtedy to, punktualnie o godzinie 9:00, albo nawet tuż przed, zasiadałam przed radioodbiornikiem, rozpaczliwie próbując znaleźć odpowiednią częstotliwość. Zwykle konstatowałam z rozczarowaniem, że spóźniłam się o kilka magicznych sekund. Owe krótkie, charakterystyczne piknięcia, poruszające serce i przyprawiające o rozkoszny dreszcz, z których każde przybliżało ów niesamowity moment, na który czekało się z biciem serca, zdążyły już przebrzmieć. W tle rozlegała się tylko owa porywająca, urzekająca swym pięknem, wzruszająca do głębi, szarpiąca jaźń melodia, kojarząca się z czasem błogiej beztroski. Za tą melodią pójść można jak za Szczurołapem, wyprowadzającym nieświadome dzieci z miasta Hameln. Do niej tańczyć można beztrosko, nie patrząc na czas, jaki minął, zapominając o wszystkich zmartwieniach. Tzn. jeżeli zna się kroki tego tańca, których ja niestety nie znam (jeszcze)!
Kto wie już, o czym mówię?
A dziś? Dziś nie dopełniłam rytułału! Smutno mi, Boże, ale w przyszłym roku się poprawię, obiecuję.