Błagam, nie każcie mi pisać nazwy tego miasta raz jeszcze…
Typowa, Pratchettowska powieść o straży w Świecie Dysku – Vimes jako swego rodzaju spiritus Movens, Marchewa, który hamuje i jednocześnie napędza Vimesa, Angua (chyba tak się pisze jej imię), która jednocześnie hamuje i napędza Marchewę, no i Nobi i Collon, którzy nie muszą być hamowani i napędzani, bo się sami napędzają. Tzn. fajnie byłoby ich czasem przyhamować, ale to już moja prywatna opinia.
Zagadka dość mocno skomplikowana, ciekawe zwroty akcji, zupełnie niespodziewane zakończenie… Tak, zakończenia powieści o straży i w ogóle powieści Pratchetta cenię, bo jak już się zaczynasz domyślać, co się stanie, on Ci elegancko gra na nosie.
Swoją drogą ciekawa jestem, czy można sobie w Świecie Dysku zagrać na nosie, skoro tam wszystko jest inaczej…
"Na Glinianych Nogach" podobało mi się bardziej, nawet dużo bardziej, ale i tę książkę oczywiście polecam. To, w przeciwieństwie do Witkiewicz, zdecydowanie nie jest odmużdżacz, ale już odskocznia od szarości – owszem.
Miesiąc: maj 2021
12. M. Witkiewicz, „Pracownia dobrych myśli”
Z Witkiewicz to jest tak, że niektóre jej książki mi się bardzo podobają, a niektórych w ogóle nie kończę. Tę doceniłam dopiero po jakimś czasie, już w trakcie czytania i oczywiście po tym, jak zajrzalam na koniec.
Jak to u Witkiewicz, można spokojnie się zrelaksować i zapomnieć o szarzyźnie dnia codziennego. Jest szczypta romansu, duża doza humoru i moc dobrych myśli, a raczej – rad, by je w sobie pielęgnować. I tego oczekiwałam po książce Witkiewicz.
O fabule jako takiej znów trudno mówić (to mój słaby punkt), ale z grubsza możemy powiedzieć, że książka opowiada o pewnej pracowni krawieckiej po babce, którą wnuczek postanawia przekształcić w pracownię florystyczną. Siłą rzeczy zaczyna w jej progi przyciągać wszystkich mieszkańców kamienicy, którzy orbitują wokół niej, jak wokoło gwiazdy. No i tak rodzą się znajomości, przyjaźnie, a nawet – miłości.
Autorka nie zawsze podaje nam na tacy proste rozwiązania – często wydaje się, że główny bohater będzie "z tą jedną, jedyną", a tu klops – zupełnie inaczej i nawet nie do końca tak, jakbyśmy chcieli. Ale cóż, w końcu to opowieść o życiu, prawda?…
11. T. Pratchett, „Piekło Pocztowe”
No dobra, dobra, dawno już, naprawdę dawno przeczytałam "Piekło Pocztowe", ale pisanie recenzji to jest ta część wyzwania, której po prostu nie lubię. 🙂
Tym niemniej muszę przyznać, że ta część Świata Dysku była dla mnie najbardziej atrakcyjna, chociaż oczywiście pod pewnymi względami.
Jak zwykle ciągnące się w nieskończoność wstęp i zakończenie (za ten wstęp Pratchett powinien dostać szczypa w ramię), nie zawsze "fajne" opisy sytuacji i dygresyjki, które niekoniecznie wprawiały mnie w stan głupawki ze śmiechu…
Brzmi jak ostry hejt?
Nie będzie nim – to jest po prostu bardzo dobra książka. Ma w sobie odrobinę żartu, odrobinę zadumy, wiele ukazuje prawd bezpośrednio, a jeszcze więcej – niebezpośrednio.
Spytacie, o czym właściwie jest. Wiecie, jak to u Pratchetta – naprawdę trudno jest opisać fabułę.
Ale w tym wypadku sprawa jest w miarę jasna – złoczyńca, który ma zostać powieszony, otrzymuje od patrycjusza drugą szansę – ma zostać naczelnikiem podupadłego urzędu pocztowego i przywrócić mu dawny blask. Może wybrać tę posadę lub wyjść z komnaty tam, gdzie czeka na niego przepaść – wybór należy tylko do niego. Obrotny biznesmen decyduje się na to ostatnie i stara się zmierzyć z ponurym przeznaczeniem. Ku zaskoczeniu nas wszystkich i jego samego angażuje się w sprawę całym sercem. Musi przecież dostarczyć setki tysięcy listów, które chcą być dostarczone. No i odkryć, co i dlaczego mówią wśród opuszczonych murów urzędu…
Pisanie, że postaci nakreślone są barwnie, bla, bla, bla, po prostu nie pasuje do opisów książek Pratchetta. Więc tu Was pozostawię. No i oczywiście powiem, że polecam. 🙂