2. U. Eco, „Imię Róży”

Powiedzieć, że zabierałam się do tej pozycji długo, to powiedzieć mało.
Ale jak już się zabrałam, to i skończyłam szybko. 🙂
No dobra, pominęłam fragment, w którym wszyscy rzucają się na siebie z pazurami, jakichś 70 stron. No przepraszam… W sumie było ich chyba 500, więc rozgrzeszcie… I ja to doczytam do końca, naprawdę! 😀
Pamiętam fragment czytany na języku polskim. Piękny, podniosły, ale zupełnie nie oddający głównego motywu tej książki.
Bo to, że na motywach opactwa, debat i wojen religijnych, w czasie, gdy to Kościół był Panem i Władcą świata, zrobiono prawdziwy kryminał, to pomysł ciekawy i niecodzienny.
Czytałam kilka tekstów Eco i mało co z nich zrozumiałam, tak były filozoficznie zawikłane. Poczytajcie "Historię Piękna", to zrozumiecie. 😀
Tymczasem sama akcja była po prostu ciekawa.
Jak to ja, do ostatniej chwili nie byłam pewna w stu procentach, kto właściwie zabił. Ba – nie zabił, tylko sukcesywnie zabijał. I to jak perfidnie… Kto był dobry? Kto właściwie był zły?
Cóż, mogę jedynie zdradzić, że niewidomi nie są w ciemię bici i nie tacy z nich niedołędzy, jak by się mogło wydawać!
Ogółem polecam do przeczytania, także ateistom, ponieważ poruszanych jest wiele istotnych motywów i zadawanych jest wiele pytań, na które to my, czytelnicy, musimy znaleźć odpowiedzi.

Jak tam nasze zadanie?

Z góry uprzedzam, że optymistycznie raczej nie będzie.
Bo u mnie idzie bardzo kiepsko. 😀
Miałam nadzieję, że kolektywne picie razem wody pomoże mi zmusić się do jej regularnego łykania, a tu klops; czasem sobie przypomnę, że przecież trzeba, że zdrowo itp i wtedy wypijam pół litra na raz, ale częściej jest tak, że nawet mimo wyraźnego pragnienia nie chce mi się napełnić butelki lub zrobić herbaty, co oczywiście odbija się na moim zdrowiu i wiem o tym.
Kto wie, może jednak ta motywacyjna konwersacja by mimo wszystko pomogła?
A jak tam u Was? Pijecie, czy nawalacie? 🙂

„Ciemna Nocy Niepojęta”, czyli mój wkład w „Ścieżkę do Betlejem” :)

Co tu dużo kryć, jestem dumna, że mogłam zaśpiewać tę piosenkę. To, że jednocześnie ma się władzę nad całą grupą instrumentów, a z drugiej strony trzeba na wszystkich polegać i to bardzo, jest niesamowite. Dziękuję Darii Barszczyk (Everlasting dream) za zrobienie uberhiper masażu, przez który ten wykon, choć przesterowany i z pogłosem, jest moim najlepszym. 🙂

Zapomniana perełka <3

Pamiętam wieczór, w którym jako mała dziewczynka usłyszałam tę piosenkę w nienawidzonej przez ogół społeczeństwa rozgłośni. Chwytliwa melodyjka, śpiewana przez dziecięce głosy, wbiła się w mózg i już została. Po latach dopiero zdecydowałam się odszukać tę piosenkę i wreszcie dowiedzieć się, jak brzmiała naprawdę.
To, co odkryłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania!
Niniejszym oficjalnie wnoszę o uczynienie tej piosenki hymnem stworzenia ogółem. Jest to najpiękniejsza modlitwa, jaką tylko można sobie wyobrazić. Bez tego obrzydliwego patosu, którego coraz bardziej nieznoszę, bez martyrologii aż nad miarę, bez martyrologii zabijającej wszystko inne, emanująca spokojną codziennością.
No cóż to za skarb, i czemuż, ach, czemuż, do tego stopnia zapomniany? Kto do tego dopuścił?!!!

Rozmowy z Bogiem: Małe sprawy

Na pewnej grupie okołokatolickiej wyrosła swego czasu dyskusja, czy Boga można prosić o małe sprawy. Takie codzienne, zwykłe, w stylu "Boże, żeby mi się dzisiaj udało spotkanie.". Większość przyznała się, że o takie sprawy Boga prosi, ale było też kilka osób, które stanowczo stwierdziły, że Stwórcy o takie rzeczy prosić nie śmieją. Bo się nie godzi. Nie wypada. To przecież sam Bóg Wszechmogący.
I zastanawiam się, dlaczego.
Od samego początku Jezus mówił nam, byśmy do Boga zwracali się "Ojcze". Uwaga, uwaga, zonk, nawet nie "Ojcze", tylko "Tato, Tatusiu". Bo z tego, co czytałam, określenie w j. orginalnym to właśnie oznacza. Skoro mamy mówić do Boga "Tato", a przynajmniej "Ojcze", to niby dlaczego nie możemy spytać go, gdzie się podziały nasze skarpetki? 😀
Wydaje mi się, że dużo zależy od tego, jaką relację mieliśmy z ojcem. Tym ziemskim. Pewna siostra zakonna powiedziała kiedyś, że relacja z oboma ojcami jest podobna. Wtedy wydawało mi się to prawie absurdalne, ale teraz, z perspektywy czasu, przyznaję jej rację do pewnego stopnia.
Więc wydaje mi się, że jak się miało fajną relację z ojcem, to ta z Bogiem jest też ciepla, podobna, traktujemy go jak własnego ojca, poniekąd, ze wszystkimi tego konsekwencjami, tymi złymi też A jak niefajną, to są dwa scenariusze – Pierwszy to ostra nienawiść, drugi – kompensowanie roli ojca. Ten drugi tym bardziej skłania do proszenia o małe sprawy i rozmawiania o wszystkim.
Ja się tam nie waham, chociaż nie sprawdził się żaden z negatywnych scenariuszy.

Moje własne 15 ton :D

Kochani,
Pamiętacie taki program w TVP z przed kilkunastu lat, który prowadził Pan Lusterko… yyy… tzn. P. Dariusz Odija? W tempie karabinu maszynowego prezentował w nim przeboje i nowości najczęściej słuchane w Polsce. Zestawienia prowadzono m.in na podstawie sprzedarzy płyt w Empiku czy radiowych list przebojów.
Dzisiaj to ja prezentuję listę przebojów, jednak w formie pisemnej i tylko moją własną. 😀 I tylko 15 utworów. Bo tak. 😀 Poznacie więc 15 piosenek, które, jak mi się wydaje, gościły u mnie w słuchawkach najczęściej w 2021 roku.
Moje zestawienie oparłam na playliście polubionych filmów z Youtube, ponieważ tam najczęściej ostatnio słucham muzyki (No coooo… :D).
Utwory są uszeregowane od 15 do 1 po dacie dodania, malejąco, tzn. od najnowszego.
A więc zaczynajmy!

##15. Z. Wodecki, "Oczarowanie"

Ten utwór oczarował mnie dlatego, że jest wykonywany do popularnej, angielskiej melodii walca angielskiego, do której miałam kiedyś przyjemność tańczyć. No i już chyba wiecie, że jestem zawodeckowana, prawda? 😀

##14. A. Rieu, Beer Barrel Polka

Najpierw tego posłuchajcie, a potem przejdźcie do tego:

Znacie? Kojarzycie?
Nieee?
No to słuchajcie tego:

Wybaczcie, na szybko znalazłam tylko to wykonanie. 😀
Bardzo lubiłam tę piosenkę biesiadną i mojego sentymentu do niej nie zepsuł fakt, że nie ma ona bynajmniej polskich korzeni. No, chyba, że to Niemcy od nas ściągnęli. W co szczerze wątpię. 😀

##13. Golec UOrkiestra, "Ściernisco"

No bo to było tak, że zaczynaliśmy pracować nad koncertami. I nad fundacją. I nad wszystkim. I przyszedł taki wieczór, że nam mówili, że nam się nic nie uda. I że po co. I w ogóle. I potem włączyłam to. I odpadłam. 😀
Należy nadmienić, że fanką Golców byłam niemal od pieluch.

##12. The Stranglers, "Golden Brown"

Tytułu i wykonawcy tego utworu szukałam chyba od kilkunastu lat. Rytm, aranż, klawesyn – podobało mi się w nim dosłownie wszystko!!!
Mój nieoceniony tata w minutę znalazł odpowiedź na dręczące mnie pytanie, więc o to jest – słuchana tak często, że już mi się przesłuchała i nawet przetłumaczona przeze mnie na polski (tłumaczenie na moim blogu).

##11. Flying Pickets, "Only you"

I znów mamy tu do czynienia z utworkiem, którego melodia kołatała mi się po głowie od kilku miesięcy i natrafiłam na nią zupełnym przypadkiem podczas przeglądania Youtube Mix (Dzięki Ci!).

##10. Pędziwiatry, Polka Bałódzka

Wszystko zaczęło się od tego, że śpiewałam ten utwór roku w podstawówce. Potem zaginął w odmętach internetów i odnalazł się, ku mojej wielkiej radości, całkiem niedawno.
Powinnam dodać go do spisu utworów z kategorii "A skąd ja właściwie pochodzę".
Dziwię się, że jest tak mało znany i nie jest wymieniany w spisach łódzkich utworów.

##9. W. Młynarski, "Róbmy Swoje" (dodajmy, że w 432 hz)!

Informacja, że to jest w 432 hz, jest bardzo ważna! Wiecie, że Młynarskiemu trzeba było przestrajać fortepiany na koncert, jak śpiewał, bo odmawiał występu w 440 hz? To jest siła przebicia… Ale może miał rację?…
A ten utwór to jest chyba, a przynajmniej być powinien, nieoficjalny hymn naszej fundacji.
Puszczam go sobie, gdy coś nam się uda, albo gdy jest wręcz przeciwnie (wtedy tym mocniej klaszczę i tańczę) i nucę go przez zęby, gdy ktoś mnie wkurzy okołofundacyjnie.
Serio, powinniśmy to oficjalnie uznać. 😀

##8. Abba, "Dr Claus von Hamlet"

Co to za piosenka? Co za album? Skąd ten tekst? Skąd mnogość i dziwność tytułu?
Nie mam pojęcia!
Ale fajne! 🙂

PS. #TeamAbbaForever!

##7. E. Hulewicz, "Serdeczne życzenia"

Ta piosenka jest po prostu optymistyczna, ciepła i kochana. I chciałabym ją śpiewać na urodziny każdemu, niezależnie od stopnia znajomości lub pokrewieństwa.

##6. Middle Of The Road, "Chirpy Chirpy Cheep Cheep"

Cóż za skoczność i melodia w towarzystwie do tekstu, który w mojej opinii nie jest logiczny. No, ale to tylko moja opinia. 😀

##5. P. Hollens, "New Civilisation VI Theme"

Ten utwór chyba broni się sam. 🙂

##4. R. Roczeń, "Jasnowłosa"

To tak w ramach odskoczni od poważnych i patetycznych melodii z poprzedniej dziesiątki. Częste pobyty nad morzem zobowiązują. 😀

##3. Teraz My, "Hej bystro woda"

Oj, jak się fajnie odjeżdżało przy tej piosence…

##2. Abba, "Fernando" (z filmu Mamma Mia 2)

W pierwszej chwili nie dotarło do mnie, że śpiewa tu Cher. W drugiej pomyślałam, że to dość dziwny wybór. A w trzeciej i wszystkich kolejnych po prostu odpływałam.
Jaki to fantastyczny wybór! Jak fajnie brzmi tu dojrzały, głęboki głos, opowiadający tekst o parze tak dojrzałej!

##1. P. Hollens, "You raise me up"

Miałam przyjemność sama śpiewać tę piosenkę, ponieważ ujęła mnie prostotą i prawdziwością tekstu. Dawała nadzieję w smutne chwile i często wzruszała do łez.

To nie są wszystkie utwory; co więcej, to zestawienie jest bardzo subiektywne i przygotowane prymitywnie.
Ale mam nadzieję, że się spodoba! 🙂

1. B. A. Paris, „Pozwól mi wrócić”

Fin już zdążył pogodzić się z tym, że Layla zaginęła. No, prawie zdążył. Wyszedł skorzystać z toalety w punkcie obsługi podrużnych przy autostradzie podczas powrotu z wyjazdu na narty, a gdy wrócił, już jej nie było, a stojący niedaleko samochód odjeżdżał prawie z piskiem opon. Ale życie przecież toczy się dalej. Mają się z Ellen pobrać, więc to się chyba liczy do ułożenia sobie życia, prawda? Ellen też zdaje się próbować poradzić sobie z faktem zaginięcia Layli, co jest tym trudniejsze, że przecież były siostrami.
Wszystko zmienia się w dniu, gdy Fin znajduje na murku przed domem matrioszkę. A właściwie tę jej najmniejszą część – malutką laleczkę z samego środka. Uruchamia to nie tylko lawinę wspomnień, ale i wydarzeń, które doprowadzają do zrujnowania jego poukładanej rzeczywistości.
Bo co, jeżeli Layla nie zginęła? Przecież nie ma dowodów na to, że zmarła?
Co, jeżeli żyje?
I jeżeli jest bliżej, dużo bliżej, niż myśli Fin?
Co, jeżeli kobieta, z którą pragnie ułożyć sobie życie, nie jest tą, za którą bierze ją jej partner?
##Wrażenia
Był to chyba pierwszy kryminał/triller nie z serii o Sherlocku Holmesie, który przeczytałam. Uznałam, że trzeba przełamać własną ignorancję i sięgnąć również po ten gatunek.
Do pewnego stopnia nie zawiodłam się, choć wydaje mi się, że książka nie pozostawi w moim sercu trwałego śladu. Czytało się dobrze, dość szybko, a zwrot akcji, jak można było przewidywać, mnie zaskoczył.
Cóż, jest to tym ciekawsze, że od początku miałam już ułożony cały scenariusz. 😀
Autorka chciała chyba zwrócić uwagę czytelników na pewne zjawisko psychologiczne. I udało jej się.
Bo niby wiedziałam, że czasem jest tak, że jedno jest dwoma, ale żeby aż tak?…

Rozgrywka

Czasem, gdy jest mi bardzo źle, lubię sobie porównywać życie do dziwnych rzeczy.
Dzisiaj, gdy miałam swego kryzys ołwerlołdowy, pomyślałam sobie, że życie jest właściwie rozgrywką.
Tylko że taką, w którą nas wepchnięto bez naszej woli.
Pamiętacie którąś część Małych Agentów? Tę, w której zmusza się bohaterów do przejścia gry w wirtualnej rzeczywistości? No, więc tak jest z nami. Tylko ktoś odpala poziom hartcore. W Wiedźminie nie potrafią go przejść nawet mnisi z tej doliny u Pratchetta, co czas w niej płynie inaczej (Zapomniałam, jak się nazywa.).
I nie masz żadnych boostów, skili, supermocy, czy co tam jeszcze mieć można.
Tzn. właściwie źle mówię – masz, tylko power do jakiegoś skilla kompensuje jedynie dość mierne wyniki w innej dziedzinie.
A może życie to taki raczej RPG? Tylko często za dużo w nim mrożących krew w żyłach, totalnie niezrozumiałych akcji. No, i musisz pracować często sam. 🙁

Skąd ta zmiana nazwy?

W podsumowaniu roku nie wspomniałam o jednym ważnym fakcie, który może odrobinkę uporządkował mój świat haosu. Od razu zaznaczam, że sama staram się nie przywiązywać zbyt dużej wagi do wszelkiego rodzaju testów osobowości i bzdur typu "Znaczenie Twojego imienia", jednak staram się też wykorzystywać ich mocne strony do motywowania samej siebie. Bo jeżeli napisane jest w jednym z tych zestawień, że potrafię samym swoim nastrojem zatruć innym serca lub poprawić humory, nawet jeżeli bardzo nie chcę tak na ludzi wpływać, to przecież mogę starać się tak kształtować swoją osobowość i własne nastroje, by tylko poprawiać humory. 🙂
Ale ad rem.
Zmiana nazwy wzięła się dokładnie z tego filmiku:

Dziękuję jeszcze raz Piterowi, który pokazał mi ten filmik i całą książkę. Ubawiona i zainspirowana, kupiłam ją i przesłuchałam całą, co rzuciło nowe światło na mój charakter.
Z moich analiz wynika bowiem, że jestem melancholijną choleryczką.
Filmik o choleryku jest chyba dostępny na Youtubie, nie pamiętam, czy jest tam ten o melancholiku, ale oba te filmiki pokrywają się z moim temperamentem. W obu też autor książki radzi, jak postępować, gdy się ma taki charakter, ale też jak postępować z takimi typami temperamentu.
Uspokajam, że temperament nie determinuje tak naprawdę tego, jacy jesteśmy i jacy być możemy. Choć temperamentu nie da się zmienić, bo rodzimy się cholerykami i raczej umieramy cholerykami, to da się zmienić osobowość tak, że to właściwie nie ma znaczenia. Przecież każdy choleryk może nauczyć się panować nad emocjami, a każdy melancholik – cieszyć się z tego, co ma, prawda?
W każdym razie polecam moim najbliższym (nie tylko rodzinie) zapoznać się z typami mojej osobowości, by zrozumieć, jak funkcjonuję i umieć ze mną postępować, o ile to w ogóle jest możliwe. 🙂
Oczywiście ich z kolei proszę o dokładnie to samo, tzn. o wskazanie, jeżeli mają na to ochotę, własnych typów temperamentowych. Będzie nam wszystkim dużo łatwiej.
Np. mnie było dużo łatwiej zrozumieć moją rodzinę, gdy dowiedziałam się, who is who.
Drugi etap poznawania siebie to było wypełnienie testu 16 personalities. Pierwszy wynik zignorujmy – już nawet nie pamiętam, czy wyszedł mi rzecznik, czy też działacz, ale mocno średnio mi to pasowało do mojej skromnej osoby.
Test poczyniony dokładnie 25 grudnia podczas rodzinnego spotkania świątecznego, w dodatku na telefonie, ukazał jednak następujący wynik:
https://www.16personalities.com/pl/osobowosc-enfj
Tak jest, Kochani, jestem protagonistką! A konkretniej ENFJ-T, cokolwiek to "T" ma oznaczać. Jest to o tyle niepokojące, co inspirujące, bo tak czy siak fajnie jest mieć osobowość Barracka Obamy czy Cassandry ze "Zwiadowców" lub Tolkienowskiego Faramira, prawda?
Coś mi się widzi, że Kółeczko potwierdzi wiele z tego, co jest tam napisane. I nie wiem, czy to dobrze, czy to źle.
Tym niemniej nie palę się do roli polityka. Trenera też nie. Ale ten nauczyciel… cholera… może to jednak przeznaczenie? 😀
Moją pewność siebie szlag ostatnio trafił, ale o to mniejsza. To się naprawi.
Aaa, już mi wujek Google powiedział, co to znaczy to "t". Jestem tzw. "turbulent protagonist". Czyli mam bardziej przerąbane. Bo, cytując za stroną i z małą pomocą GTranslate (Co złe, to nie ja, drodzy tłumacze, ja tu robię postedycję TM, jak się patrzy!). Wypisze też w skrócie te cechy, których nie będę tłumaczyć. Bo nie. 😀
* Otwarta natura protagonistów typu T może skłonić ich do odważniejszego działania niż inne osobowości typu Turbulent. * Ich skłonność do osądzania pomaga im doceniać przewidywalność i poszukiwać jej, co z kolei zapewnia im pewność siebie, gdy szukają zakotwiczenia. W rezultacie czynnik "Turbulent" nie musi być tak widoczny, jak u innych osobowości z tą cechą.
* Zaledwie 39% ENFJ-T uważa swoje poczucie własnej wartości za wysokie. Check.
* Ten poziom samooceny może pomóc T w zachowaniu pokory podczas przywództwa. Pozostawię bez komentarza. 😀
* Brak pewności siebie zwiększa jednak nadwrażliwość. Oooj, zdecydowanie taaaak!
* T mają też więcej zmartwień związanych ze swoim ciałem. Hmmm, właściwie nie narzekam. Prawie. 😀
* To jednak pozwala T utożsamiać się z ludźmi z podobnymi do nich problemami.
* 74% T często odczuwa smutek. Dwieście wykrzykników na potwierdzenie to za mało!!!
* T traktują problemy innych jak własne. Ma to, jak się domyślacie, wady i zalety. 🙂
* 50% T twierdzi, że kontroluje swoje emocje. No, to ja jestem w tej drugiej grupie. 😀
* 65% T uważa, że nie ma kontroli nad swoim stresem. Kółeczko, co powiecie? 😀
Połączenie ich natury z sytuacjami stresującymi najlepszym połączeniem zdecydowanie nie jest.
* Z drugiej strony, takie radzenie sobie ze stresem czyni ich bardziej wyrozumiałymi na stres innych i pozwala im być bardziej miłymi i empatycznymi. Oooj, nie. 🙂
* 67% T nie umie podejmować decyzji, a zwłaszcza bez konsultacji z innymi. Mhmmmmmmm… 🙂
No, to tyle.
Żeby nie było, nie odsłania to nawet połowy mojej skomplikowanej osobowości. Ja tak tylko, żebyście wiedzieli, skąd zmiana nazwy. 😀

Zadziwia mnie, czyli zagadka dla nas wszystkich

Jak to mówią, mądry Polak po szkodzie. To, że ja nigdy nie miałam przyjemności być na koncercie Zbigniewa Wodeckiego za jego życia, to jest mój duży błąd. Mogę się usprawiedliwić tym, że byłam wtedy gówniarzem. Świeżo po maturze, ale co tam. 😀 Tak tak, zmarł chyba w czerwcu, tuż po ostatnim moim egzaminie, w najdłuższe wakacje mojego życia.
A wczoraj natknęłam się na ciekawą piosenkę, wydaną na albumie z roku 2018, nad którym przed śmiercią pracował.
Urocza to kompozycja, typowo "Wodeckowska" (Choroba, ciężko się to będzie odmieniać w recenzjach i peanach krytyków!), ale jedna rzecz mnie zadziwia: Konia z rzędem temu, kto wie, w jakim języku on tu śpiewa. Bo ja nie mam bladego pojęcia.
Szkoda, że blog "Witajcie w naszej bajce" coś ostatnio w zawieszeniu, bo to zagadka w sam raz dla tej pary. Albo może dla Midziego i Kamertona…