O Duchu, który pędzi

To jest jedna z tych sytuacji, których nie powinno poddawać się w dyskusję lub wątpliwość. Trzeba w nią wierzyć lub nie.
To był dzień, w którym miałam napisać test II etapu Olimpiady J. Francuskiego (etap okręgowy). Byłam absolutnie zestresowana i, jak to w takich wypadkach bywa, czułam się nieprzygotowana. Moja kochana Madame zaleciła, bym się nie uczyła niczego od popołudnia poprzedzającego dzień X i tak też zrobiłam. Od rana oglądałam jakże dobrze nam znany program Budzik i próbowałam się odstresować. Oglądałam go przez Kodi, a wiecie, jak to z Kodi bywa – "się zacina", choć to właściwie nie Kodi, a serwis Vot. Na kilkadziesiąt minut przed wyjazdem "na stracenie" moja mama zaczęła modlić się nade mną o Światło Ducha Świętego.
"Proszę", mówiła, "Duchu Święty, przyjdź, przyjdź i pomóż!". Nie bez znaczenia jest fakt, że Kodi akurat na początku tej modlitwy znów się zacięło, poczym po kolejnym "przyjdź" radosny głos Budzika odezwał się znienacka: "Pędzę, lecę!". Czyż to nie jest znaczące? 🙂 🙂 🙂