"- No, jak ktoś ma pełno, to może sobie czymkolwiek pomóc i widzieć pana
Boga. A jak nie ma, to nie może.
– A dlaczego? Daj mi przykład. Nie wahała się ani chwili.
– Krzyż! Jeśli masz pełno, to go nie potrzebujesz, bo masz go w środku. A
jak nie masz pełno, to masz krzyż z wierzchu i wtedy robisz z niego czary.
Pociągnęła mnie za rękaw i nasze oczy się spotkały. Powiedziała cicho i
powoli:
– Jeżeli nie masz pełno w środku, to z każdej rzeczy możesz robić czary i
wtedy ta rzecz staje się kawałkiem ciebie na wierzchu.
– Czy to źle?
Kiwnęła głową. – A jeżeli tak robisz, to już nie możesz robić tego, co pan
Bóg chce, żebyś robił.
– O! A czego On w takim razie chce?
– Kochać każdego tak, jak kochasz siebie, więc musisz być najpierw pełen
samego siebie, żeby najpierw kochać siebie, jak trzeba.
– To coś tak jak to, że człowiek jest głównie z wierzchu – powiedziałem.
Anna się uśmiechnęła.
– Fynn, w niebie nie ma różnych kościołów, bo w niebie każdy jest u siebie
w środku.
I ciągnęła:
– To te kawałki z wierzchu robią wszystkie te różne kościoły, i synagogi,
i świątynie, i co tam jeszcze. Fynn, pan Bóg powiedział "Ja jestem", i
chce, żebyśmy i my tak mówili, i to jest właśnie najtrudniejsze.
Pokiwałem głową w oszołomieniu.
"Ja jestem… i to jest właśnie najtrudniejsze". Ja jestem. Dojdź,
człowieku, do tego twierdzenia, a jesteś już w domu; mów to z pełnym
przekonaniem, a jesteś pełny, jesteś cały w środku. Nie potrzebujesz już
zewnętrznych rzeczy do wypełniania dziur otwierających się w twoim wnętrzu.
Nie zostawiasz już kawałków siebie wiszących na różnych gratach
pokazywanych na wystawach, w katalogach i na reklamach. Dokądkolwiek
idziesz, całe swoje ja zabierasz ze sobą, nie zostawiasz porozrzucanych
kawałków, po których można by deptać, jesteś cały z jednej bryły, jesteś
tym, czym pan Bóg chce, żebyś był. Jesteś takim "Ja jestem", jak On. "
(Fynn, "Halo, Pan Bóg? Tu Anna!"