Ja znam znaczenie ciszy. Tej, ktora wisi w powietrzu jak noż, zwrocony ostrzem wprost w tego, kto przechodzi.
Wbija się w serce i tam już pozostaje. Wisi w powietrzu chmurą niewypowiedzianych żali, skarg i zarzutow,
nomen omen głupich i błędnych, ale kogo to obchodzi? Jest obecna jak nadmiar szkodliwego gazu, tylko
akurat w tym przypadku wolałoby się, żeby ktoś wreszcie rzucił tę iskrę, podpalił tę zapałkę, niech wreszcie
wybuchnie! Niech coś się stanie! I jedna, jedyna osoba może sprawić, że kilkanaście innych jest sparaliżowanych
strachem i dołem ku jej własnej satysfakcji. Ona napawa się tą ciszą i cieszy się z wpływu, jaki ta cisza
wywiera, jak jakiś potwor ze Sci-Fi, ktory żywi się strachem i energią ofiar, ktore wcześniej paraliżuje,
jak ośmiornica. I nienawidzisz tej osoby, choćby była ci zawsze najbliższa. Dlatego krzyczę podświadomie:
"Mowmy do siebie! Rozmawiajmy! Wyjaśniajmy problemy! Niech już nie wiszą!"